wtorek, 17 września 2013

WIĘZY KRWI (rozdział 2)

OMO OMO mam wenę :3 szkoda tylko, ze to zdarza się  rzadko i akurat kiedy trzeba się uczyć... 
Do tego w sumie to miło by było gdybyście po przeczytaniu zostawili jeden mały komentarzyk na temat tego czy się  podobało czy nie ^^ uwierzcie to nic nie boli a daje mega kopa do dalszego pisania ... so... MIŁEGO CZYTANIA !!! ;) < mam nadzieję, że takie będzie> 




Czy kiedykolwiek widziałaś/łeś syf wyglądający zupełnie jak śmietnik ? Do tej pory jakimś cudem udało mi się uniknąć tego przykrego doświadczenia. Niestety moje życie w nieświadomości skończyło się wraz z przekroczeniem progu jego mieszkania... jeśli jakieś słowo mogło określić to co tam panowało było to jedynie 'ARMAGEDON'. Dookoła mnie walały się porozrzucane ciuchy, puszki po napojach, zapisane kartki i mogę przysiąc, że na samym końcu korytarza leżał kawałek pizzy. A to dopiero przedpokój. Aż bałam się pomyśleć co zastanę głębiej mieszkania. 
-hmmm... możesz mi powiedzieć jak jedna osoba mogła zrobić taki syf ? - Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. On tylko wzruszył ramionami i wszedł do pierwszego pokoju na lewo.
-Nie mieszkam tu sam.- Dobiegło mnie stamtąd. Wspaniale. Pewnie mieszka tu jego lalunia, która jest niesamowicie piękna, jak to Azjatki i mają bogate życie seksualne, w którym im będę teraz przeszkadzać.. albo nie będą się tym przejmować i co noc nie będę mogła spać przez ciągłe jęki. Z drugiej strony może to i dobrze, że nie mieszka sam? Może z tego powodu moja wycieczka integracyjna skończy się szybciej niż zaczęła? Jedno mnie zastanawiało... jaka kobieta pozwoliłaby na taki syf w jej mieszkaniu? Postanowiłam, że zaryzykuję własne życie i wypytam się go o to. Weszłam za nim do pomieszczenia, które okazało się przestronną kuchnią urządzoną w nowoczesnym stylu. Wzięłam głęboki oddech i wydusiłam z siebie:
-Gdzie jest teraz twoja dziewczyna ? - Heechul przestał zmywać naczynia i spojrzał na mnie zaskoczony. 
-Moja co ? - czy oni nie słyszeli nigdy  kimś takim jak dziewczyna? Życiowa partnerka ? Laska ? 
-Dziewczyna. Przecież powiedziałeś, że nie mieszkasz sam.
-No nie... mieszkam z kumplami z zespołu.-opadła mi szczęka. No może nie dosłownie, ale zrobiłam wielkie oczy.
-Z iloma? 
-Oprócz mnie jeszcze ośmiu- COOO ?!! Wyobraź sobie, że jesteś księżniczką, która zostaje wyrzucona z domu przez wrednych rodziców i przez przypadek trafia do chatki siedmiu 'w tym wypadku dziesięciu' krasnoludków, którzy są tak łaskawi, że pozwalają ci zostać u nich w norze. Nie, zdecydowanie muszę przestać oglądać bajki... A' propos czy w tej bajce nie pojawiła się czasem rządna krwi wiedźma ? Nie ważne... Jak on sobie to wyobrażał? Przecież to nie mogło się udać. Przecież kompletnie nie będę tu pasować... Nie wyobrażam sobie tego, że miałabym wieczorami siadać przed telewizorem z piwskiem w ręce i wyzywać ludziki latające za piłką po boisku bez większego celu. Do tego zespół? Zawsze wydawało mi się, że osoby w jego wieku starają się założyć własne rodziny, mieć świetną posadę w miejscu, o którym zawsze marzyli. Tymczasem on najwyraźniej utknął w rozwoju na etapie szalonego siedemnastolatka marzącego o zostaniu rockman'em. I z tego co zdążyłam wywnioskować z obserwacji otoczenia nie był to jedyny przypadek w tym domu.
-Dlaczego pomyślałaś, że mieszkam z dziewczyną? - Na jego twarzy pojawił się kpiący uśmiech. Pięknie... jeszcze doprowadziłam do tego, że mnie teraz pewnie beszta w swoich myślach. "Bo jesteś przystojny, chociaż trochę kobiecy, masz trzydzieści lat, poza tym jestem na tyle dorosła, że wiem co to sex i wiem też że faceci są ciągle napaleni"
-Nie ważne. - stwierdziłam, że to będzie najlepsza odpowiedź. Wzruszył tylko ramionami, co bardzo mnie ucieszyło, ponieważ nie miałam ochoty na dalsze pytania. 
-Chodź pokażę ci gdzie będziesz spać. - Czy mi się wydawało czy właśnie jego głos stał się nieco bardziej przyjazny? Na pewno się przesłyszałam. W kuchni znajdowały się jeszcze jedne drzwi, które jak się okazało prowadziły do niewielkiego pokoju z dwoma łóżkami. Oprócz nich stała tam wielka szafa i dwa stoliki nocne. Coś co mnie naprawdę zdziwiło to to, że było to chyba jedyne czyste pomieszczenie w tym domu.
- Kto tu mieszka?
-Do tej pory mieszkałem tu ja z Leeteuk'iem, ale teraz to tylko twój pokój. 
-A gdzie wy będziecie spać? - No nie jeszcze tego brakowało, żeby zaczęły mną targać wyrzuty sumienia. 
-Na razie w salonie na materacach a najwyżej jak będzie bardzo niewygodnie to kupi się jakieś łóżko co nie? - posłał mi chyba nieco wymuszony uśmiech, co spowodowało, że chyba zaczęłam go akceptować. Może ciągle nie jako mojego brata ale jako nowego znajomego. 
-Masz ochotę na coś do jedzenia ?- Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że oprócz taniego dania z budki na lotnisku nie jadłam nic od dwudziestu godzin. Jak na zawołanie zaburczało mi w brzuchu.
-Nawet bardzo- Zaśmiał się pod nosem. 
-To chodź tylko się pośpiesz bo nie zamierzam  na ciebie czekać- powiedział, po czym wyszedł zostawiając mnie samą. -A i jeszcze jedno, jeśli chcesz się wykąpać to zrób to teraz bo potem może być problem z łazienką!
                           *                                              *                                         *
Miejsce, do którego mnie zabrał było niewielkim mieszkankiem na parterze przerobionym na przytulną restauracyjkę serwującą typowe domowe dania z Korei. Usiedliśmy w kącie z dala od okien i ludzi co było dla mnie bardzo wygodne, gdyż nie bardzo lubiłam przebywać wśród ludzi. Przede mną stała misa z daniem, które  nazywa się bibimbap. Jest to potrawa przyrządzona z ryżu, wołowiny, mieszaniny warzyw i jajkiem, doprawiona papryczką chili. Na początku nie byłam do niej przekonana, lecz gdy tylko poczułam na języku ten wspaniały smak, nie mogłam się oprzeć aby spróbować więcej.  
-Widzę, że ci smakuje- Azjata skończył już dawno swoją porcję i teraz tylko siedział oparty o krzesło  z rękami założonymi na piersi.
-Mhmmm- jedynie tyle udało mi się powiedzieć z pełną buzią. Gdy skończyłam wytarłam usta w serwetkę i westchnęłam szczęśliwa, że mój brzuszek w końcu był pełny. Spojrzałam na Heechula. Było po nim widać, że nad czymś się głęboko zastanawia, ale głupio mi było się zapytać co go dręczy. Nie musiałam tego robić. W końcu sam się odezwał.
-Powiedz mi jak się czuje twój... nasz ojciec? - zdziwiło mnie to pytanie. Co go tak nagle zainteresował mój tata ? Rozumiem, Heechul był jego synem ale nawet nigdy się nie widzieli.
-Chyba dobrze. Czemu pytasz ? - postanowiłam, że wyjaśnię z nim to od razu. 
-Nie zrozum mnie źle, ale jest wiele spraw o których nie wiesz - do czego on zmierzał ? Poczułam silne ukłucie strachu. - Twój ojciec był na delegacji dwa miesiące temu, prawda? - skąd on o tym wiedział? Pokiwałam twierdząco głową.- No właśnie nie był. Był tutaj, u mojej matki. - Do oczu napłynęły mi łzy. Mogłam nienawidzić mojego taty z całego serca, ale czyżby zdradzał moją mamę ? Nigdy bym mu tego nie wybaczyła. Heechul chyba zauważył wszystko bo zaczął machać ręką - Nie, to nie chodzi o to, że był z moją matką, nie... on tylko przyleciał, żeby spędzić trochę czasu ze mną. Na początku ciężko nam było znaleźć wspólne tematy do rozmów i co tu dużo mówić było sztywno i sztucznie. Jednak z każdym dniem zaczęliśmy się do siebie przyzwyczajać, z czasem nawet nasze spotkania były tak naturalne, że myślałem, że całe moje dzieciństwo było koszmarem, z którego dopiero co się wybudziłem. W pewnym sensie... pokochałem twojego ojca. Oczywiście nigdy nie będę miał z nim wspomnień takich ja noszenie na plecach, czy pierwsza jazda na rowerze, ale dopiero teraz zrozumiałem, że to nie była jego wina, że mi go brakowało gdy byłem dzieckiem. - Słuchałam tego co miał do powiedzenia bardzo uważnie. I chyba w tym momencie zobaczyłam w nim kogoś więcej niż tylko obcego faceta, który niszczy mi wakacje i cale moje dotychczasowe życie. Przede mną siedział mężczyzna, który był wychowywany bez ważnego wzorca osobowego, jakim dla chłopca jest ojciec. W pewnym sensie zaczęłam go nawet rozumieć. - Proszę, nie oceniaj go źle. To naprawdę wspaniały człowiek i uwierz mi, że wiele bym dał aby być na twoim miejscu- obiecałam sobie, że już nigdy nie będę go oceniać. Mimo wszystko dał mi za dużo miłości, a to, że nie był w stanie zapanować nad pewnymi sytuacjami zupełnie niezależnymi od niego, nie było jego winą. Postanowiłam, że przemilczę to i nie będę komentować na głos.
O dziwo reszta popołudnia minęła bardzo przyjemnie. Azjata zabrał mnie na krótki spacer po okolicy, przy czym ciągle robił coś czego bym się po nim nie spodziewała. Jedno było pewne.... przy nim nuda nie mogła istnieć.
                              *                                           *                                            *

Mam nadzieję, że się podobało :3 Za wszystkie błędy ortograficzne, rzeczowe, interpunkcyjne z całego serduszka przepraszam <3 Jeszcze raz proszę o komentarz ^^ ~Yuji

1 komentarz:

  1. Mi się bardzo podoba :) Chętnie będę czytać. Przy okazji jeśli masz ochotę wpadnij na mojego bloga: http://im-so-sorry-but-i-love-you.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń